BMW WRT ratuje wynik w Brands Hatch mimo słabej kwalifikacji

Inauguracja Sprint Cup GT World Challenge Europe w Brands Hatch pokazała jedno: obrońcy tytułu musieli mocno walczyć, by w ogóle zaistnieć w czołówce. Charles Weerts i Kelvin van der Linde wywieźli z weekendu podium w BMW M4 GT3 EVO zespołu Team WRT, a belgijska ekipa zaznaczyła swoją obecność także w klasach Silver i Gold.

W Brands Hatch mistrzowie najpierw musieli odrabiać straty

Toutes les actualités auto z brytyjskiej rundy sprowadzały się do prostego wniosku: start z tyłu na takim torze od razu komplikuje życie. Brands Hatch nie wybacza błędów, a wyprzedzanie jest tam dalekie od łatwego. Weerts i van der Linde przekonali się o tym po słabszej sobocie, która zmusiła ich do jazdy w trybie ciągłej pogoni.

Najważniejsze jest jednak to, że mistrzowie nie rozbili się o własne tempo. W pierwszym wyścigu zdołali przebić się do czwartej pozycji na torze, a potem skorzystali jeszcze na karach nałożonych po mecie na kilka załóg za przewinienia pod żółtą flagą. Efekt? Trzecie miejsce i podium, które po kiepskich kwalifikacjach trzeba traktować jako bardzo cenne.

Drugi wyścig nie przyniósł już tak korzystnego scenariusza, ale i tak był solidny. BMW z numerem 32 dojechało szóste. Na torze, gdzie każdy błąd kosztuje podwójnie, to dobry sygnał, że tempo wyścigowe było realnym atutem. Bez fajerwerków, za to z ograniczeniem strat do minimum.

Kwalifikacje okazały się największym problemem

Weerts nie ukrywał, że wszystko zaczęło się od trudnych kwalifikacji. I właśnie tu w Sprint Cup najczęściej zapada wyrok na cały weekend, zwłaszcza w Brands Hatch. Gdy trzeba ruszać spoza czołowej dziesiątki, przestrzeń na strategię szybko się kurczy, a walka o wynik zamienia się w liczenie na błędy rywali i dobre okna w pit stopach.

To ważne, bo pokazuje układ sił w ten weekend. BMW M4 GT3 EVO nie sprawiało wrażenia auta słabego tempa. Problemem było to, że nie udało się przełożyć potencjału na odpowiednie pozycje startowe. W sprincie różnica między kontrolowanym wyścigiem a mozolną pogonią bywa liczona w ułamkach sekundy. Tym razem to właśnie te ułamki kosztowały najwięcej.

Podium wywalczone przez WRT nie jest więc efektem przypadku. To nagroda za porządną pracę całego zespołu, czyste wykonanie pit stopów i umiejętne wykorzystywanie okazji na torze. W Brands Hatch nie wyglądało to efektownie, ale było skuteczne. A w sprintach skuteczność często znaczy więcej niż widowiskowość.

Valentino Rossi i Max Hesse też mieli tempo, ale nie przełożyli go na pełny wynik

Team WRT mógł liczyć również na BMW nr 46, którą prowadzili Max Hesse i Valentino Rossi. Ten duet pokazał się z dobrej strony w kwalifikacjach, a ekipa podkreślała mocne tempo Hessego i Rosiego w różnych sesjach. Na papierze auto miało więc potencjał, by walczyć wyżej niż tylko w środku stawki.

W wyścigach nie wszystko ułożyło się jednak tak, jak sugerowały treningi. W pierwszej rundzie para dojechała do piątego miejsca na torze, ale po karach nałożonych po finiszu spadła ostatecznie na 16. pozycję. Drugi wyścig był już bardziej zgodny z możliwościami załogi i przyniósł czwarte miejsce, tuż za podium. Bilans pozostaje więc mieszany, choć samego tempa nie da się podważyć.

Obecność Valentino Rossiego nadal przyciąga uwagę, ale w GT to tylko część historii. Tu liczą się przede wszystkim regularność, precyzja i czysta przestrzeń przed autem. WRT pokazało, że ma w tej załodze szybkość, lecz nie udało się jej od razu zamienić na wynik, który wpadłby do tabeli bez żadnych zastrzeżeń.

BMW nr 30 przejęło kontrolę w Silver Cup

Jeśli w klasie Pro weekend był pełen nerwów, to Silver Cup dostarczył BMW solidnego oddechu. Matisse Lismont i Ignacio Montenegro w BMW M4 GT3 EVO z numerem 30 zdobyli oba pole position w swojej klasie. To od razu ustawiło ich do walki o czołowe miejsca i przełożyło się na prowadzenie w obu wyścigach klasowych.

Pierwsza runda zakończyła się jednak karą po zakończeniu rywalizacji, co zepchnęło ich na trzecie miejsce. W drugim wyścigu dopięli już wszystko na ostatni guzik i wygrali klasę. W takim weekendzie szczególnie widać, jak dużo daje dobre okrążenie w kwalifikacjach — otwiera drogę do wyniku, a potem pomaga obronić się, gdy walka robi się bardziej ciasna.

Ten rezultat potwierdza też, że Team WRT nie był w Brands Hatch tylko tłem dla rywali z czołówki. Zespół utrzymał szeroką reprezentację i miał auta zdolne do walki o zwycięstwa w kilku klasach. W wyścigach długodystansowych i sprinterskich to zawsze mocny sygnał, gdy jedna struktura potrafi być groźna od Pro po Silver Cup.

BMW ogranicza straty i zbiera cenne punkty

Całościowo Brands Hatch trzeba więc ocenić dla BMW M Motorsport i Team WRT jako weekend udany, ale bez wielkiej euforii. Belgijski zespół potrafił przekuć trudną sobotę w bardziej opłacalną niedzielę, a jego auta regularnie znajdowały się w pobliżu czołówki, mimo że startowały za daleko, by samą prędkością rozstrzygać sprawę.

Dobrze pokazuje to przykład Jordana Peppera i Amaury’ego Cordeela w BMW nr 31. W pierwszym wyścigu finiszowali na solidnym czwartym miejscu, a w drugim na siódmym. Dla duetu łączącego doświadczenie z młodszym profilem w GT to wynik uczciwy i poukładany. Pepper zwracał zresztą uwagę na pracę całego zespołu i poziom przygotowania pit stopów, a to od lat jeden z mocniejszych punktów WRT.

Wniosek jest prosty: Brands Hatch nie wybacza, a Sprint Cup tym bardziej. Jeśli kwalifikacje nie ułożą się po myśli zespołu, trzeba niemal perfekcyjnego wyścigu, by wrócić do gry. BMW nie wygrało wszystkiego, ale wyjeżdża z punktami, podium i kilkoma wartościowymi rezultatami. Na otwarcie sezonu to wynik, który ma znaczenie.

Weekend w cieniu hołdu dla Alessandro Zanardiego

Sport samochodowy przypomniał też, że nie żyje wyłącznie czasami okrążeń. Weekend dla BMW M Motorsport i całego paddocku rozpoczął się od poruszającej informacji o śmierci Alessandro Zanardiego w wieku 59 lat. W Brands Hatch ten moment miał szczególną wymowę, bo tor był ważnym miejscem w jego sportowej historii.

Samochody Team WRT wystąpiły z hasłem „Grazie, Alex. Our Hero – R.I.P.”, a przed pierwszym wyścigiem na gridzie odbyła się minuta ciszy i pokazano materiał upamiętniający włoskiego kierowcę. To nie był pusty gest. Zanardi przez lata był dla BMW nie tylko kierowcą, ale też ambasadorem i symbolem determinacji, która wykraczała daleko poza sam wyścig.

Takie chwile całkowicie zmieniają atmosferę weekendu. Paddock na moment odsuwa rywalizację na bok i skupia się na pamięci. W Brands Hatch ta pamięć zajęła należne miejsce, zanim tor znów przejął główną rolę.

Co Brands Hatch mówi BMW przed dalszą częścią Sprint Cup

BMW wyjeżdża z Brands Hatch z podium, wygraną w klasie i kilkoma dobrymi wynikami, ale też z jasnym sygnałem ostrzegawczym. W GT World Challenge Europe jeden słabszy sobotni wynik potrafi popsuć cały weekend. Team WRT zdołał to zrównoważyć tempem w wyścigu i dobrze wykonanymi postojami, lecz aby myśleć o wyższych celach, kwalifikacje muszą wrócić na właściwy poziom.

  • Weerts i van der Linde zdobywają trzecie miejsce w pierwszym wyścigu po karach dla rywali.
  • BMW nr 32 kończy drugi wyścig na szóstej pozycji.
  • Hesse i Rossi pokazują dobre tempo, kończąc drugi wyścig na czwartym miejscu.
  • Lismont i Montenegro dominują Silver Cup na czas i wygrywają jeden z wyścigów klasowych.
  • Pepper i Cordeel notują stabilny weekend z czwartym i siódmym miejscem.
  • Najsłabszym punktem weekendu pozostają kwalifikacje, a nie prędkość wyścigowa.
BMW WRT ratuje wynik w Brands Hatch mimo słabej kwalifikacji

[[AUTONOME_BLOCK_0

O zespole redakcyjnym

AutoMania Editorial Team to niezależny kolektyw pasjonatów motoryzacji. Jako wolontariusze łączy nas jeden cel: wyjaśniać bieżące wydarzenia, opowiadać historie, które napędzają kulturę motoryzacyjną, oraz publikować treści jasne, przydatne i dostępne dla wszystkich.

Podobne artykuły