Barcelona: Niedziela pod znakiem wypadków
Włoski zawodnik Marco Bezzecchi nie był głównym bohaterem tragicznej niedzieli podczas Grand Prix Katalonii. Jednak, podobnie jak wszyscy jego koledzy, był głęboko poruszony dwoma spektakularnymi wypadkami, które wstrząsnęły tym dniem. Choć Álex Márquez i Johann Zarco na szczęście uniknęli najgorszego, w padoku panowało wyczuwalne zaniepokojenie. „To nie był najlepszy dzień”, przyznał Bezzecchi, z twarzą wciąż naznaczoną tym wydarzeniem. „Szczerze mam nadzieję, że czują się dobrze, zwłaszcza Álex, który miał najgroźniejszy wypadek. Jeśli wszystko jest w porządku, to znaczy, że mieliśmy szczęście, bo pierwszy upadek był naprawdę, naprawdę poważny.”
Mimo że Bezzecchi znajdował się dość daleko od miejsca zdarzenia (na 13. pozycji w momencie uderzenia), nie uniknął bezpośrednich konsekwencji. Odłamki z Ducati Álex Márqueza, dosłownie rozerwanej na strzępy, dotarły do jego motocykla. „Byłem dość daleko i zostałem trafiony przez kilka części”, zeznał. „Nie śmiem sobie wyobrażać, jak to musiało być dla tych, którzy byli bliżej, jak na przykład Diggia. Postawcie się na naszym miejscu: widzimy nadlatujące 2000 kawałków! A ja byłem daleko, ale wyobraźcie sobie Fabio
, który dostał całe przednie zawieszenie z kołem. Można powiedzieć, że to było…”

Pozostałości motocykla Álex Márqueza po jego groźnym upadku.
Wsparcie zespołu Aprilia w chaosie
Poza szokiem wywołanym obrazami, Marco Bezzecchi podkreślił znaczenie wsparcia swojego zespołu Aprilia w przejściu przez tę próbę. W emocjonalnym zamęcie ludzie z jego boksu potrafili stworzyć bańkę spokoju. „Muszę podziękować mojemu zespołowi, ponieważ myślę, że bardzo dobrze zarządzali sytuacją w garażu”, wyjaśnił. „W tym chaosie udało im się stworzyć dla mnie strefę komfortu. Nie było łatwo, ale dali mi wszelką możliwą pomoc. Na szczęście, kiedy jesteśmy na motocyklu, to jakbyśmy byli w naszej własnej strefie komfortu, kierowców.”
W przeciwieństwie do Fabio Di Giannantonio, który został trafiony odłamkami w lewą rękę i musiał opuścić testy następnego dnia, lub swojego rodaka Pecco Bagnai, który cierpi na ból lewego nadgarstka po kolizji z Zarco, Bezzecchi przeszedł przez ten weekend bez najmniejszego urazu. „W nieszczęściu wszystkich tych epizodów, miałem sporo szczęścia, ponieważ wszyscy byli przede mną”, podsumował, przyznając się do swojego szczęścia w tym zbiorowym nieszczęściu.
Bezpieczeństwo torów: debata bez końca
Wstrząśnięty brutalnością wydarzeń, Marco Bezzecchi nie szukał natychmiastowych winnych wieczorem po wyścigu. Daleko od wskazywania na jakąkolwiek zawodność toru w Barcelonie, wolał przypomnieć o nieodłącznym niebezpieczeństwie MotoGP, zabarwionym pewnym realizmem wobec nieprzewidywalności tej dyscypliny. „Nikt nie mógł sobie wyobrazić takiego wypadku, biorąc pod uwagę sposób, w jaki jeździ się tymi motocyklami, a także sposób, w jaki zazwyczaj dochodzi do upadków, czyli na zakrętach”, przypomniał, nawiązując do upadku Álex Márqueza, który miał miejsce na prostej po kontakcie z Pedro Acostą.
Włoski zawodnik uznał znaczące postępy w zakresie bezpieczeństwa torów: „Zawsze wykonywano wspaniałą pracę, aby zwiększyć bezpieczeństwo we wszystkich miejscach, gdzie zazwyczaj upadamy.” Jednak zaznaczył: „Upadek taki jak ten, spowodowany kontaktem na torze, nikt się tego nie spodziewa. Oczywiście, należałoby budować tory pośrodku pustyni, ale nie możemy. Zawsze można próbować coś zrobić, ale cóż…”

Marco Bezzecchi, zawodnik Aprilia Racing, wypowiada się po Grand Prix.
Kontakty na starcie: nieuchronność MotoGP?
Odnosząc się do kolizji na pierwszym zakręcie podczas restartu, Marco Bezzecchi nie okazywał wrogości wobec Johanna Zarco. Doskonale wie, że takie incydenty mogą przydarzyć się każdemu, sam będąc uczestnikiem kolizji na starcie. „Problem polega na tym, że MotoGP są bardzo szybkie, docieramy bardzo szybko i wszyscy chcą dobrze wypaść. Dwa dodatkowe miejsca zdobyte na pierwszym okrążeniu mogą wiele znaczyć, więc to może się zdarzyć”, wyjaśnił.
„Wystarczy naprawdę chwila, by popełnić błąd, to przytrafiło się wszystkim. Mnie się przytrafiło, i naprawdę przytrafiło się wszystkim. Szczerze mówiąc, trudno mi się wypowiedzieć, bo ja też wiele razy popełniałem błędy”, dodał, okazując wielką pokorę. „Wczuwam się w sytuację Zarco. Miał potencjał na dobry wynik, być może jego start nie był najlepszy, próbował zaryzykować trochę więcej i mu się nie udało. Ale czasami może się to dla nas bardzo dobrze udać, jak na przykład dla Jorge [Martína] w Le Mans. W tych sprawach trzeba być dobrym i mieć szczęście. Szczerze mówiąc, nie czuję się na siłach, by cokolwiek mówić.”
Refleksje i sugestie dotyczące poprawy
Z perspektywy 24 godzin, Marco Bezzecchi utrzymał wyważone stanowisko w kwestii bezpieczeństwa toru. Wyraził zamiar udania się na komisję bezpieczeństwa w Mugello, aby omówić wydarzenia, jednocześnie poświęcając czas na spokojne przemyślenia. „Wszyscy, i to jest normalne, byliśmy zaniepokojeni epizodami, które miały miejsce, ale to normalny tor jak każdy inny”, podkreślił. „Może nie zawsze zdajemy sobie sprawę z ryzyka, jakie ponosimy cały czas, nie tylko tutaj.”
Przypomniał o fundamentalnej naturze ich sportu: „Wiemy, że nasz sport jest fantastyczny, wszyscy go kochamy, a kierowcy przede wszystkim, ale dobrze wiemy, że to niebezpieczny sport. Niestety, to był przypadek, zbieg okoliczności, nazwij to jak chcesz, z wypadkami, które miały miejsce podczas wyścigu. Nie sądzę, żeby to tor nie był bezpieczny.”
Gdyby miała zostać sformułowana jedna uwaga, dotyczyłaby przyczepności: „Jedyną rzeczą, którą starałbym się poprawić, jest przyczepność, ponieważ mogłoby to pomóc również w naszej osobistej rozrywce podczas jazdy.” Zaznaczył jednak, że tor, ponownie nawierzchniowany w 2018 roku, był intensywnie użytkowany, co prowadziło do naturalnego zużycia asfaltu. „Wiele torów ponownie nawierzchniowanych od tego czasu działa dobrze. Ten, oczywiście, jest intensywnie użytkowany, i chwała im za to, a asfalt nieco bardziej się zużywa.”
Co warto zapamiętać z tego weekendu
- Mimo brutalności wypadków, główni zaangażowani kierowcy wyszli bez poważnych obrażeń.
- Latające odłamki stanowią poważne zagrożenie, nawet dla kierowców, którzy nie są bezpośrednio zaangażowani w upadek.
- Marco Bezzecchi pochwalił pracę swojego zespołu nad utrzymaniem spokojnej atmosfery pomimo chaosu.
- Włoski kierowca nie obwinia toru w Barcelonie, ale przypomina o nieodłącznym niebezpieczeństwie MotoGP.
- Kontakty na starcie wyścigu są uważane za nieuniknioną część ryzyka, łączącą wydajność i szczęście.
- Poprawa przyczepności na niektórych torach mogłaby potencjalnie zwiększyć bezpieczeństwo i przyjemność z jazdy.
[Di Giannantonio]
[des blessés]
[Di Giannantonio]




