Ah, lata 90. Czas, w którym samochody miały ekscytację ciepłymi soczewicami. Ale w środku tej motoryzacyjnej monotonii narodziła się mała gwiazda: Nissan March (lub Micra dla bliskich). A wśród jej nieco zbyt stonowanych wersji pojawiła się Rumba, model, który stara się wnieść odrobinę szaleństwa na zbyt nudne drogi.
Odrobina retro w świecie banalności
Nissan March zawsze był bestselerem, uwielbianym przez tłumy, ale nigdy naprawdę ekscytującym. Jak dobry stary film popołudniowy, był bardziej przewidywalny niż powtórka „Małej Domu na Prerii”. Na szczęście Nissan miał w zanadrzu genialny pomysł. Zamiast utknąć w mdłej rutynie, postanowili postawić na retro, co w tamtych czasach było tak modne jak dżinsy z wysokim stanem.
Wyobraźcie sobie więc scenę: projektanci Nissana zanurzają ręce w stylu vintage, z liniami inspirowanymi latami 70., posypanymi odrobiną bling-bling w stylu chromu. Tak narodziła się Rumba, taneczna wersja Marcha, przywołująca na myśl wieczory tańca cha-cha-cha pod gwiazdami. Odważne mrugnięcie do retro dziedzictwa, chociaż można się zastanawiać, czy ten taniec nie był bardziej chwytem marketingowym niż czymś innym.
Siostry March: barwne rodzeństwo
Ale czekajcie! Rumba nie była sama na parkiecie. Nie, nie! Była częścią muzycznego kwartetu obok Bolero, Polki i Tanga. Każda z własnym motywem, jak banda przyjaciół, która stara się błyszczeć za wszelką cenę podczas wieczoru karaoke. Bolero miało bardziej nowoczesny wygląd z aerodynamicznym grillem. Polka i Tango? Powiedzmy, że unosiły się w dziedzinie ekscentryczności, nigdy naprawdę się w nią nie zanurzając.
Nie można powstrzymać się od zadawania pytania o brak innych emblematycznych tańców. Gdzie są więc Charleston czy Can-Can? Może Nissan zdecydował, że Macarena byłaby zbyt trudna do sprzedaży.
Projekt, który budzi kontrowersje
Wizualnie Rumba to ciekawy miks. Niektórzy mówią, że przypomina linie legendarnego brytyjskiego Mini, ale szczerze mówiąc, to pozostaje do udowodnienia. Rzeczywistość jest taka, że design może przypominać bezbronną rybę, zagubioną w oceanie bardziej odpowiednich stylów. To nie tak, że jest całkowicie nieudana — ma swój urok — ale brakuje jej solidnej osobowości.
Ostatecznie Rumba jest jak źle opanowany taniec na konkursie: podziwiasz wysiłek, ale nie możesz się powstrzymać od myślenia, że z pewnością można było zrobić to lepiej. Zniknęła z rynku, znacznie bardziej efemeryczna niż modny taniec, szybko znikając po premierze w 1998 roku. W rzeczywistości nawet Macarena miała dłuższą żywotność!
Historia nie tak chwalebna
Kiedy patrzymy na to rodzeństwo March i ich retro dziedzictwo, uświadamiamy sobie, że istnieje imponująca liczba ekscentrycznych wariantów opartych na K11. Nissan Verita 1952 to jeden z nich, tajwańska kuzynka, która wydaje się zapomniała, jak się ubrać. A co powiedzieć o licznych klonach, które próbowały skorzystać z sukcesu Marcha? Mówimy tu o Mitsuoka Viewt i innych wątpliwych kreacjach, które pojawiły się na początku lat 2000.
Jednak mimo tych prób vintage revival, które kwitły jak grzyby po deszczu, niewiele z nich udało się zapisać w pamięci tak jak oryginalności Marcha. Rumba popadła w zapomnienie, podczas gdy jej siostry kontynuowały swoją karierę na innych platformach. I być może to tam tkwi prawdziwy dramat: być piękną obietnicą bez przyszłości.
Jazda, która pozostawia obojętnym
Jeśli chodzi o osiągi i prowadzenie, nie oczekujcie cudów. Rumba ma rozsądnie efektywny silnik, który nie sprawi, że poczujesz się jak kierowca wyścigowy w pełnym biegu. To bardziej pojazd do robienia zakupów niż do palenia opon na asfalcie. Mimo to, uczucie za kierownicą jest dalekie od nieprzyjemnego; to jak prowadzenie kaczki: stabilne, ale niezbyt szybkie ani ekscytujące.
Kierownica jest precyzyjna, idealna do nawigacji w wąskich uliczkach miast. Ale gdy przychodzi do pokonywania ostrego zakrętu lub przyspieszania na autostradzie, przypomina ci grzecznie, że nie jesteś tam, aby brać udział w Grand Prix.
Model do kolekcjonowania?
Dziś znalezienie Nissana March Rumba jest trochę jak szukanie jednorożca: to rzadkie i zazwyczaj w bardzo złym stanie. Jeśli masz szczęście znaleźć jeden w dobrym stanie, będziesz miał w rękach unikalny kawałek historii motoryzacyjnej lat 90. Wspomnienie czasów, kiedy samochody odważyły się być inne — nawet jeśli było to z złych powodów.
To powiedziawszy, nie należy pluć w zupę: posiadanie Rumbę może wywołać interesujące rozmowy podczas spotkań miłośników. Kto wie? Może nawet stanie się pełnoprawnym klasykiem w nadchodzących latach. Na razie pozostaje świadectwem bardzo specyficznego gustu minionej epoki.
